Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czytam opasłe tomiska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czytam opasłe tomiska. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 grudnia 2014

Agatha Christie "Tajemnica gwiazdkowego puddingu"


Agatha Christie
"Tajemnica gwiazdkowego
puddingu"
264 strony
Po raz kolejny sięgnęłam po zbiór opowiadań pani Christie - tym razem trafiłam na 6 różnych opowiadań. Wszystkie je ku mej uciesze zekranizowano, a najlepszy z filmów powstał na kanwie najkrótszego opowiadania z panną Marple nawet nie w roli głównej :).

Tajemnica gwiazdkowego puddingu.


Poirot w akcji nawet
podczas posiłku
To opowiadanie występuje również pod tytułem "Kradzież królewskiego rubinu" i o to się głównie w tej historii rozchodzi. Pewien nieroztropny książę dał się ponieść emocjom i tym samym doprowadził, by piękna kobieta ukradła mu wspaniały rubin będący rodzinnym klejnotem. Oczywiście do akcji wkracza nie kto inny jak sam Poirot, a aby sprawę móc prowadzić musi zdobyć się na pewne poświęcenie - opuszcza zatem swoje wygodne mieszkanie i udaje się spędzić tradycyjne angielskie święta do majątku Kings Lacey.
Dom jest pełen rodziny i przyjaciół i oczywiście tradycyjnego jedzenia. Zaspokajając swój wysublimowany apetyt Poirot równocześnie bada kto jest kim i ani na chwilę nie daje się wywieźć w pole.

Zagadka hiszpańskiej skrzyni.


Poirot tańcuje, a pod nosem ktoś człowieka morduje...
Czytając gazetę Poirot dowiaduje się o zbrodni popełnionej w nietypowy sposób. Po przyjęciu z tańcami wydanym przez pana Rich'a w przepięknie zdobionej hiszpańskiej skrzyni służący odkrywa zwłoki niejakiego Claytona. Sprawa jest banalnie prosta i gospodarz podejrzany o romans z żoną zmarłego trafia za kratki. Jednak wszystko jest zbyt proste i to tu Poirot doszukuje się podstępu.
W filmie słynny detektyw jest niejako świadkiem całego zajścia, bowiem jest jednym z gości feralnego przyjęcia. Ambitnie chce podejść do sprawy, bo kto to widział mordować człowieka pod jego nosem...

Popychadło.


szukanie śladów na całego
Tym razem Poirot rozwiązuje sprawę morderstwa zamożnego sir Rubena Astwell. Ktoś pozbawił go życia w jego własnym domu i jak to się w tego typu historiach powtarza wiele osób miało powody, bo zmarłego usunąć. Ciekawe jest, że żona Lady Astwell uparcie twierdzi, że jej doskonale sprawująca się kobieca intuicja podpowiada iż mordercą jest nie kto inny jak sekretarz zmarłego męża niejaki Trefusis. I choć podejrzanych ma Poirot od groma, nie może udawać, że tak silne przekonanie damy jest mu obojętne.

Dwadzieścia cztery kosy.


Poirot jako CSI :)
Poirot spotyka się ze swoim przyjacielem Henrym w restauracji na obiedzie. Jest to idealna okoliczność do porozmawiania na temat ludzkich przyzwyczajeń - kanwą do tej rozmowy staje się postać starszego, dziwacznego malarza, który od lat przychodzi do restauracji w te same dni i zamawia zawsze to samo. Sympatyczna kelnerka wspomina, że staruszek chyba już zaczyna tracić pamięć, gdyż ostatnio przyszedł wyjątkowo w poniedziałek i zamówił coś zupełnie innego.
Taka nagła zmiana budzi w Poirocie ciekawość i dzięki swojej wnikliwości dociera do informacji, że ów malarz zmarł. Jednak detektywowi nie podoba się wytłumaczenie, że starzec zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku we własnym domu. Postanawia dotrzeć do prawdy, tym bardziej że okazuje się, że ze śmiercią wiąże się pokaźny spadek.
W filmie Poirota znajomym z restauracji jest jego dentysta i ten motyw ciągnie się przez cały odcinek :). Przezabawna też była wizyta Herkulesa w policyjnym laboratorium - wgląd w pracę dawnych śledczych od razu nasuwa skojarzenia ze współczesnymi filmami z serii CSI :).

Sen.

Benedict Farley
Ekscentryczny milioner Benedict Farley wzywa do siebie Poirota i przedstawia nietypową sprawę, mianowicie od jakiegoś czasu śni mu się ciągle ten sam sen, w którym zawsze ze zgodnością co do minuty odbiera sobie życie we własnym gabinecie. Spotkanie przebiega dziwnie, w zasadzie nie wiadomo czego Farley od Poirota oczekuje, ale całość zostawia w detektywie bardzo mieszane uczucia. Niebawem okazuje się, że Farley postąpił dokładnie tak jak mu się to śniło. Ludzie twierdzą, że zmarły po prostu oszalał, ale Poirota nie jest w stanie nic oszukać.

Szaleństwo Greenshawa.

Siostrzeniec panny Marple - Raymond West opowiada jej o nietypowym spotkaniu z właścielką przedziwnego domostwa znanego w okolicy jako "szaleństwo Greenshaw'a". Okazała posesja należała niegdyś do bogatego właściciela, który chciał się wykazać zapewne, ale nie miał żadnego pojęcia o architekturze i w efekcie stworzył dziwactwo.
Wkrótce ginie zatrzelona z łuku właścicielka, a Marple nie ruszając się z domu rozwikłuje historię, która na pozór jest banalna.
Gorąco polecam film nakręcony na podstawie opowiadania choć tak naprawdę nie mający z nim zbyt wiele wspólnego. Świetna historia oczywiście na potrzeby filmu rozbudowana i zmieniona trzymająca do końca w napięciu!

panna Marple i bohaterzy intrygi

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Agatha Christie "Karty na stół"

Agatha Christie
"Karty na stół"
236 stron
Ekscentryczny jegomość o orientalnie brzmiącym nazwisku  - pan Shaitana - zaprasza do siebie na kolację wydawać się mogło gości nie mających ze sobą nic wspólnego. Jest tam również Poirot, który jak zwykle z wrodzoną sobie ciekawością obserwuje zebranych. Po wybornej kolacji towarzystwo zostaje podzielone na 2 grupy rozlokowane w osobnych pokojach. W każdym z nich rozpoczyna się rozgrywka brydżowa, jedynie gospodarz nie gra - obserwuje grających z wygodnego fotela umiejscowionego przy kominku.

I cóż wydarzyć się może, gdy Poirot jest w gościach - oczywiście gospodarz umiera! I to bynajmniej nie w naturalnych okolicznościach, ktoś go zamordował. Pewne jest, że zabójstwa musiał dokonać jeden z gości i Poirota zadaniem będzie znalezienie tej osoby. Do pomocy będzie miał nieocenioną przyjaciółkę Ariadnę Oliver.

Zbrodnia sama w sobie jest karygodna, niezależnie na kim została dokonana. I choć Shaitana nie był typem sympatycznym, wkrótce okazuje się, że potencjalnie każdy z gości miał coś do ukrycia, coś o czym Shaitana się dowiedział i czerpał radość posiadając kompromitujące informacje. Tym razem Poirot szukając winnego będzie starannie wypytywał gości o ich grę w brydża oraz... wystrój mieszkania tragicznie zmarłego gospodarza.



Trzymająca w napięciu historia została filmowo zmieniona na równie ciekawą, choć zupełnie inaczej toczącą się opowieść. I podobał mi się ten zabieg niezmiernie, bo w sumie stałam się bogatsza o dwa nowe dzieła.

Zaproszeni goście i ... potencjalny zabójca
Zdecydowanie smaczku wszystkiemu dodawała niezwykle lubiana przeze mnie postać panny Oliver i jej wiecznie wysypujące się jabłka tudzież ich pozostałości.

Tak, każdy z nas skrywa jakiś sekret, pilnie strzeże jakiejś tajemnicy. A szafowanie cudzymi uczuciami i chęć zdobywania nowych doświadczeń cudzym kosztem nigdy nie powinny iść w parze. Jak komuś potrzeba dreszczyku emocji... powinien zadbać o to sam!

Wyzwania: Na tropie AgathyPod hasłemCzytam opasłe tomiskaPrzeczytam tyle ile mam wzrostu.

sobota, 13 grudnia 2014

Agatha Christie "Czarna kawa"

Agatha Christie
"Czarna kawa"
133 strony
Kawa... hmmm... dobra kawa... W zasadzie pijam ją codziennie, zazwyczaj od niej każdy dzień zaczynam. Jest pyszna o każdej porze dnia, no może nie polecana tym, co mają problemy z późniejszym zaśnięciem.

Podana w filiżance jawi się jako napój elegancki, zdecydowanie pasujący do zakończenia gastronomicznej uczty i właśnie została zaserwowana po jednej z nich Poirotowi. Ba, nie jemu samemu - salon sir Claud'a Amory jest wypełniony członkami rodziny oraz zaproszonymi gośćmi. A co tam porabia Poirot?

Sir Amory jest naukowcą, opracował formułę na zupełnie nowy materiał wubuchowy. Nikogo nie trzeba przekonować, że taka wiedza w dzisiejszym świecie bogacącym się na konfliktach zbrojnych jest nie lada kąskiem. Bo przecież to władza, to pieniądzie, to wzbudzanie w innych strachu. I o ten strach chodzi właśnie, gdyż Amory lęką się, iż ktoś dybie na jego formułę. Stąd obecność Poirota i Hastingsa w domostwie naukowca. Przykre jest to, że Amory podejrzewa o niecne zamiary kogoś z członków rodziny. Niestety nie dane wielkim umysłom podyskutować i podrzucić ewentualne tropy - Amory po wypiciu filiżanki kawy pada nieżywy...

Blady strach pada na wszystkich będących świadkiem tego jakże przykrego zajścia. Jak to u Christie okazuje się, że prawie każdy miał jakiś ukryty motyw by seniora rodu się pozbyć. Jest to sprawa jednak o zdecydowanie wyższej randze - to nie zwykły konflikt rodzinny zakończony morderstwem, lecz kwestia bezpieczeństwa narodowego. Skradziona formuła nie powinna dostać się w niepowołane ręce i o to musi zadbać Poirot.


Szybciutki kryminał na wolne popołudnie i wieczór. Błyskotliwy Poirot, rodzinne tajemnice i rozbrajający Hastings. Zdecydowanie dobra rozrywka. Tylko potem jakoś podejrzliwie na kawę zaczęłam patrzeć, nie z obawy że moja rodzina dybie na me życie, ale na patrząc na nią widzę potencjalne narzędzie zbrodni - och pani Agatho, co za pomysł!

Wyzwania: Na tropie AgathyPod hasłemCzytam opasłe tomiskaPrzeczytam tyle ile mam wzrostu.

piątek, 5 grudnia 2014

Agatha Christie "Zatrute pióro"

Agatha Christie
"Zatrute pióro"
192 strony
Co może przepisać lekarz powypadkowemu rekonwalescentowi? Ano wypoczynek, najlepiej z dala od miejskiego zgiełku, gdzieś na wsi, gdzie życie toczy się niespiesznie i sielsko. Joanna Burton po paskudnym wypadku zabiera swojego brata Jerry'ego do uroczej mieścinki Lymstok. Z założenia ma być tam tak nudno, że z braku innych zajęć poturbowany brat po prostu zacznie wracać do zdrowia. Nic bardziej mylnego, przynajmniej w kwestii liczenia na brak sensacji.

Miasteczkiem zaczyna bowiem rządzić plotka podana w paskudny sposób w postaci złośliwych anonimów. Oszczercza korespondencja jest przygotowana w sposób niezwykle profesjonalny - litery wycięte z jakiejś książki, koperty zaadresowane na maszynie, brak odcisków palców. W tak małej społeczności wiadomości rozchodzą się z prędkością światła i wkrótce całe miasteczko żyje anonimami. Do pewnego tragicznego dnia, kiedy to pani Symmington - żona szanowanego miejscowego lekarza - po otrzymaniu takiego paskudztwa postanawia odebrać sobie życie...

Zdruzgotany małżonek został z 3 dzieci - swoimi 2 synami i Megan, córką zmarłej żony z poprzedniego małżeństwa. Ponieważ cała ta sytuacja dotknęła również i rodzeństwo Burtonów - im się też dostało w jednym z listów - Jerry i Joanna zaczynają szukać sprawcy owego zamieszania. Sprawa się zagęszcza, bo ginie kolejna osoba. Jak dobrze zatem, że akurat w Lymstok w gościnie na probostwie przebywa nie kto inny jak sama Jane Marple.

Cały czas się musiała upewniać czy aby czytana przeze mnie historia na pewno należy do cyklu z Marple, bo jej tam nie było. No prawie - pojawia się pod koniec i ma tak niewielką rolę, że aż się zdziwiłam. Oczywiście pomaga wpaść na rozwiązanie, ale mimo wszystko brakowało mi tej otoczki, którą zawsze wokół siebie stwarzała. Ploteczki, herbatki i nieodłączna robótka na drutach.



Filmowo niestety sobie nie pożywałam, bo udało mi się wyłącznie obejrzeć jedną z dwoch powstałych ekranizacji - tę późniejszą z Gerladine McEwan w roli Marple.

Jerry i Joanna Burton
Bardzo podobała mi się ekranizacja, chyba dlatego że ponieważ film wchodził w skład serii o przygodach panny Marple leciwa detektyw musiała się w nim pojawić od początku. Leciusieńko zmieniono fabułę, ale wyszło to wyłącznie na korzyść i muszę przyznać, że całości towarzyszyła wspaniała muzyka.

Kolejna hostoria za mną, jak zwykle żądze biorące nad ludzką naturą górę i dyktujące kolejne poczyniania nie wychodzą nikomu, dosłownie nikomu na zdrowie. Nawet jeśli ktoś uważa się za spryciarza i użyje zasłony dymnej, w obliczu umysłu panny Marple zostanie zdemaskowany. Prawda jak zwykle zatryumfowała!

niedziela, 30 listopada 2014

Anna Ficner-Ogonowska "Alibi na szczęście"

Anna Ficner-Ogonowska
"Alibi na szczęście"
672 strony
Poznajcie Hanię Lerską - młodą polonistkę, delikatną i kruchą istotę mocno doświadczoną przez los i skrywającą nie lada ciężar. Hania żyje automatycznie - poświęca się pracy w szkole, dba o przyjaźnie, odwiedza swoje ukochane morze i panią Irenkę. Ale nie ma w niej ani krzty radości, serce ma skamieniałe i gdyby nie przyszywana siostra Dominika, będąca wulkanem energii i niewyczerpaną skarbnicą najbardziej szalonych pomysłów, Hania pogrążyłaby się w rozpaczy i pustce absolutnej.

Dominika - przebojowa pani stomatolog - poznaje Przemka (wzięty architekt) i choć nie jest znana ze specjalnej stałości w dziedzinie związków i uczuć najzwyczajniej w świecie się zakochuje. A Przemek ma przesympatycznego wspólnika Mikołaja, który marzy o przypadkowo spotkanej podczas nadmorskiego wypadu pięknej nieznajomej. Mikołaj wysłany rezerwowo przez rodzinę na wywiadówkę młodszego brata nie może uwierzyć w to co widzi - kobieta, która mu zawróciła w głowie stoi przed nim i najzwyczajniej w świecie jest nauczycielką. Nie tylko jego marzenie nabiera realizmu, ale teraz wiedząc, że szczęście jest na wyciągnięcie ręki nie odpuści tak łatwo. A sprawa będzie wymagała dużych nakładów cierpliwości i zrozumienia.

Anna Ficner-Ogonowska
O samej autorce wiem niewiele, oprócz tego, że zdecydowanie podoba mi się to co przeczytałam. Anna Ficner-Ogonowska jest nauczycielką, mieszka wraz mężem i dwójką dzieci w Warszawie. I pisze tak, że ja to biorę w ciemno i przeżywam i się relaksuję i dumam i chcę zagadkę rozwiązać i tajemnicę rozwikłać.

Wcale, a wcale mi nie przeszkadza, że główna bohaterka ma się dobrze pod względem materialnym - nie każdy, kto cierpi musi mieć problemy w każdej sferze życia to raz, a ponadto Hania rzeczy odziedziczyła po rodzicach i koniec tematu. Nie sądzę też, że książka jest przesłodzona - bo są momenty smutne i irytujące - jak chociażby Dominika i jej wieczne cięte riposty, ale jest też dużo ciepła w bohaterach Hanię otaczających i taki klimat mnie ujął niebywale.

Choć książka należy raczej do opasłych czyta się ją z przyjemnością i cały czas towarzyszyła mi chęć zaspokojenia ciekawości - co takiego się wydarzyło w przeszłości? Można powolutku zacząć układać scenariusz, ale i tak na wyjaśnienia najlepiej poczekać na to co w tej kwestii ma Hania do powiedzenia. Zauroczona lekturą, sięgnę po kolejną części.

Wyzwania: Polacy nie gęsi...Pod hasłemCzytam opasłe tomiskaGrunt to okładkaPrzeczytam tyle ile mam wzrostu.

Harlan Coben "Jedyna szansa"

Harlan Coben
"Jedyna szansa"
416 stron
To miała być porywająca historia o ojcu, który zrobi wszystko by odzyskać porwaną córeczkę. Marc Seidman - bo o nim tu mowa - odnoszący sukcesy chirurg plastyczny zajmujący się rekonstrukcjami twarzy budzi się w szpitalu. Okazuje się, że leżał tam już nieprzytomny od dłuższego czasu, a kolejne wiadomości spadają na niego jak grom z jasnego nieba. Marc bowiem został postrzelony i ledwo uszedł z życiem. Jego żona nie miała niestety tyle szczęścia, a na domiar złego sprawcy porwali jego jedyną córeczkę. Koszmar i już.

Początkowo policja oskarża samego Marc'a o taki dramatyczny obrót spraw. W grę wchodzą dodatkowo duże pieniądze, bo porywacze zażądali okupu - okup wsiąkł, dziecka nie oddali. Mijają miesiące... i spragnieni większych pieniędzy bandyci po raz kolejny żądają środków finansowych. Tym razem Marc chce doprowadzić sprawę do zakończenia i po swojemu, bez udziału śledczych. No prawie mu się udaje, bo w akcję wkręca się była ukochana z poplątanym życiem, kiedyś pracująca dla FBI, a dziś od tak postanawia pomóc. I atmosfera zaczyna się zagęszczać, bowiem Marc i Rachel wpadają na trop szanowanego prawnika załatwiającego nielegalne adopcje.



Hmmm... spodziewałam się już sama nie wiem czego - rewelacyjnej historii, napięcia, emocji, a trafiłam na książkę średnią, żeby nie napisać słabą. Wyobrażałam sobie, że jak zdesperowany ojciec ruszy na poszukiwania córeczki to się będzie działo, tymczasem się wynudziłam i w efekcie zmuszałam do przeczytania. Dopiero pod sam koniec mnie książka wciągnęła, ale niesmak pozostał, bo zakończenie tak bajkowo słodkie, że aż sprawdzałam parę razy czy to Coben czy mi coś innego w ręce wpadło. Moja refleksja - dobrze mieć przyjaciół na dobre i na złe, zdecydowanie pomocne jest posiadanie kogoś w chwilach najtrudniejszych, ale czasem rozmiar gotowości i chęci niesienia pomocy może być przytłaczająco - przerażający...

Wyzwania: Grunt to okładkaCzytam opasłe tomiskaCzytam literaturę amerykańskąPrzeczytam tyle ile mam wzrostu.

czwartek, 13 listopada 2014

Agatha Christie "Rendez-vous ze śmiercią"

Agatha Christie
"Rendez-vous ze śmiercią"
149 stron
Matka - psychopatka... Tak pokrótce można by nazwać panią Boynton, która będąc osobą nad wyraz wymagającą i niebywale grymaśną psychicznie znęca się nad swoimi dziećmi (w zasadzie z całego towarzystwa tylko jedna córka jest jej, reszta to pasierbowie). A dzieci te bynajmniej nie są małe, to dorośli ludzie tak zastraszeni, że boją się własnego cienia.

Poirot trafia na wycieczkę do Jerozolimy i tam poznaję między innymi nietypową rodzinę Boyntonów - oprócz Matki podróżują z nią córka Ginevra oraz przybrane dzieci Lennox z żoną Nadine, Raymond oraz Carol. Panujący między rodziną układ jest tak dziwaczny, że ściąga na siebie baczny wzrok francuskiego psychologa doktora Gerarda oraz młodziutkiej uczestniczki wycieczki Sary King - świeżo upieczonej lekarki.

Jedną z atrakcji związanych ze zwiedzaniem tamtego regionu naszego globu jest wycieczka do Petry, na którą wszyscy się udają. Zazwyczaj zaborcza i nie pozwalająca na kontakty z nikim spoza kręgu rodziny pani Boynton wysyła dzieci na spacer, sama zostając w obozie i lokując się w doskonałym punkcie obserwacyjnym u wejścia do groty. Tuż przed kolacją jeden z lokalnych służących odkrywa, że nestorka rodu nie żyje... Choć wiele osób miało podstawy do tego, by pozbyć się uprzykrzającej życie wszystkim kobiety Poirot stwierdza, że było to morderstwo. Obiecuje swojemu przyjacielowi pułkownikowi Carbury rozwiązanie sprawy w przeciągu 24 godzin.



Niezwykle zagmatwana historia doczekała się dwóch ekranizacji. Na pierwszy rzut u mnie poszedł Peter Ustinov i przedstawiona tam wersja. Film dosyć wiernie oddawał treść powieści jedynie przeniósł akcję do Palestyny i Kumran. A z pani Boynton zrobił kobietę w zasadzie tylko uciążliwą, a  nie tak przerażającą jak postać książkowa.

Sara King w towarzystwie Herkulesa Poirot

Kolejny film z Davidem Suchet w roli Poirota to bardzo zmieniona w stosunku do książkowej wersja.  Zmieniając powiązania między postaciami naturalnym zatem się stało znaczne wpłynięcie na fabułę. Akcja dzieje się w Jordanii na wykopaliskach prowadzonych przez pana Boytona (postać nie występująca w książce), których celem jest znalezienie głowy należącej do Jana Chrzciciela. Dodano nowe postaci - polski akcent to siostra Agnieszka (co za babsztyl doprawdy) i panią Boynton przedstawiono w sposób mrożący krew w żyłach.

Prawie wszyscy zamieszani w morderstwo, na szczęście ofiary na zdjęciu brak :)

Znowu trafiłam na mroczną powieść. To znaczy morderstwa nigdy nie są radosne i przyjemne, żeby było jasne, ale czasem Christie tworzy tak potworne postaci z pokręconą psychiką, że aż drżę. To tylko poświadcza, że była doskonałą obserwatorką, bo psychopaci przecież nie są wyłącznie wytworem naszej wyobraźni.

Akcja szybka, autentycznie podejrzewałam każdego do samiuśkiego końca! Kolejny raz mnie Agatha zaskoczyła :). A fotograficzna pamięć dla jednych może jawić się jako pożądana cecha, dla innych jest przekleństwem prowadzącym do feralnego zakończenia.

niedziela, 9 listopada 2014

Jodi Picoult "Zagubiona przeszłość"

Jodi Picoult
"Zagubiona przeszłość"
464 strony
Delia jest mamą Sophie, mamą pracującą a w zasadzie współpracującą z różnymi komisariatami policji. Głównie pracuje z Gretą - ślicznym i kochanym psem - i razem tropią osoby zaginione. Najczęściej ich wspólny wysiłek zostaje uwieńczony sukcesem.

Delia mieszka w domu ze swoim tatą Andrew, wspaniałym człowiekiem działającym aktywnie na rzecz seniorów. W jej życiu jest też Eric - narzeczony, przyjaciel od dzieciństwa, ojciec Sophie - prawnik z przykrą przypadłością jaką jest alkoholizm. I niby Eric z nałogu wychodzi, ich córka jest wspaniała, relacje z tatą rewelacyjne, aż pewnego popołudnia do drzwi domu Hopkinsów puka policja. I bynajmniej nie szukają pomocy u Delii... przyszli aresztować jej ojca, który rzekomo przed 26-ciu laty ją porwał.

Lawina nowych informacji spada na Delię jak grom z jasnego nieba. W ciągu kilku dni okazuje się, że jej życie kiedyś wyglądało inaczej, a co najważniejsze jej mama nadal żyje i jej poszukuje. Ta wiadomość jest niebywała, dorosła dziś Delia całe życie spędziła w przekonaniu, że mama zginęła w wypadku samochodowym. Choć tata był dla niej więcej niż wspaniały, tęsknota z mamą pozostała w jej sercu głęboko zakorzeniona.

Życie całej rodziny zostaje wywrócone do góry nogami. Eric zostaje obrońcą Andrew i podąża za nim do Arizony, tam bowiem proces ma się odbyć. Wraz z nim leci Delia z córką, a wkrótce dołącza do nich Fitz - trzeci z muszkieterów (od najwcześniejszych lat bowiem Delia, Eriz i Fizt byli nierozłączni). Fitz jedzie jako wsparcie, jako dziennikarz bowiem to on odkrył skrywaną przez Andrew tajemnicę. Czując wyrzuty sumienia chce towarzyszyć Dalii, którą od lat kocha do szaleństwa. A Delia ma właśnie spotkać się z mamą po latach i dowiedzieć się, co się wydarzyło przed laty i być może w końcu odzyskać wspomnienia.



Doskonała lektura, ciężko się było od niej oderwać. Historia przepięknej i niezwykle mocnej miłości ojcowskiej mnie wzruszyła. Gotowość na wszystko, by tylko najważniejsza istota we wszechświecie czuła się kochana i zadbana mocno ściska za serce. Ale to również trudna historia walki z alkoholizmem, kwestia pijących rodziców i bezsilność ludzi kochających tych, którzy z nałogiem mają problem. Dodatkowym wątkiem jest mocno zagmatwana relacja między już dorosłymi Delią, a towarzyszącym jej od zawsze Eric'iem i Fitz'em. Mimo wszystko to jednak dojrzałość biorących udział w całym tym galimatiasie osób jest godna pochwały.

Wyzwania: Pod hasłemGrunt to okładkaZ półki 2014Czytam opasłe tomiskaCzytam literaturę amerykańskąPrzeczytam tyle ile mam wzrostu.

czwartek, 6 listopada 2014

Agatha Christie "Zło, które żyje pod słońcem"

Agatha Christie
"Zło, które żyje pod
słońcem"
237 stron
Poirot marzy o .... cichym miejscu wypoczynku koniecznie serwującym pyszne jedzenie. Każdy przecież na urlop zasługuje, ale nie każdy jest światowej klasy detektywem. Herkules ląduję w uroczym hotelu w Devon i jak zwykle nie jest sam, bowiem nie tylko on został przyciągnięty przez piękne miejsce.

Jak w każdym skupisku ludzi spotyka różnorodność charakterów i idące za tym historie. Zdecydowanie na prowadzenie w walce z nudą wychyla się Arlena Stuart (sceniczna aktorka, obecnie zamężna, posiadająca pasierbicę i wiecznie szukająca atencji u innych). Arlena uwielbia być adorowaną i nawet na urlopie aranżuje przypadkowe spotkanie z Radfernami (wyjątkowo niepasująca do siebie para), a w szczególności z Patrickiem.

Wzajemna fascynacja Arleny i Patricka budzi ogólny niesmak, każde z nich bowiem przyjechało ze swoim współmałżonkiem i sprawia wrażenie zupełnie nie przejmujących się opinią innych. Żona Patricka jest typową szarą myszką, umęczoną przez zastałą sytuację i zdecydowanie wzbudzającą wśród pozostałych wypoczywających litość. Pozostali wczasowicze też mają powody, by za Arleną nie przepadać - jest ksiądz dziwnie reagujący na wyzwolone kobiety, jest panna Darnley która przez Alrenę straciła poważne pieniądze oraz potencjalnego męża. W końcu jest sam mąż kapitan Marshall, który jest załamany ewidentnym romansem.

I nagle problem się rozwiązuje poniekąd sam - podczas wodnej przejażdżki Patrick i panna Darnley natrafiają na odległej plaży na uduszoną Arletę. I choć po cichu większość życzyła jej nie najlepiej, śmierć wprowadza wszystkich w stan osłupienia. Bo wielu miało motyw, ale też wielu ma alibi.

Wkracza Poirot, dla którego sens i i logika to podstawa egzystencji, a najdrobniejsze nawet pozornie nieistotne wydarzenia pomagają mu ułożyć układankę, która da obraz prawdziwemu zabójcy. Jak zwykle małe szare komórki górą!!!



Filmowo mogłam sobie poużywać i nacieszyć spragnione oczęta dwoma ekranizacjami. Pierwsza z nich z Peterem Ustinovem wprowadziła pewne zmiany do postaci występujących tamże. Niektórych zupełnie pominęła, zdarzyło nawet się zmienić płeć jednej z bohaterów na bohatera, a całość dzieje się na wyspie Tyrania otoczonej przez Adriatyk. Niemniej jednak ogólny koncept zbrodni został zachowany, a ja znów nie mogłam się napatrzeć na niesamowite wprost stroje, w szczególności damskie toalety były wprost szokujące :).

Herkules Poirot, w tle Patrick Redfern, panna Darnley
Kolejna adapatacja już z moim ukochanym Suchetem w roli Poirota. W tej wersji Poirot zdiagnozowany przez lekarza jako cierpiący na nadwagę zostaje skierowany do przybytku mającego mu pomóc zrzucić zbędne kilogramy. W walce z tym wrogiem wspierać będzie Herkulesa niezastąpiony Hastings, a sprawę śmierci Arleny Stuart poprowadzi Japp.

Poirot, Hastings i panna Darnley

Kryminał świetny, plan zbrodni obmyślony jednak aż za dobrze - choć niektórzy starają się odgrywać swoje role z przekonaniem, czasem za bardzo się w rolę wczuwają i przeoczają drobnostki. A wiadomo, że nie takie numery z Poirotem. Poza tym trzeba pamiętać, że ściany mają uszy, a już szczególnie są wyczulone na specyficznie bulgocącą kanalizację.