Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z półki 2014. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z półki 2014. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 grudnia 2014

Marta Obuch "Miłość, szkielet i spaghetti"

Marta Obuch
"Miłość, szkielet i
spaghetti"
336 stron
Jak zobaczyłam tytuł książki jakoś od razu zaświtało mi w głowie skojarzenie, że to musi być rzecz o mafii... Co prawda akcja się rozgrywa głównie w Częstochowie i najczęściej w okolicach klasztoru na Jasnej Górze, pomimo tego intuicja mnie nie zawiodła i zaserwowałam sobie sympatyczną komedię z mafiosami i niesamowitymi kobietami w roli głównej.

Historie na pozór nie mogące się ze sobą zetknąć ożywają na kartach tej powieści. Mamy bowiem stanowisko archeologiczne tuż pod murami klasztornymi, panią psycholog i jej 2 szalone siostry oraz seniorkę rodu Mamę i jej rodzoną siostrę - mistrzynie gotowania. Ach i jeszcze wspomniana mafia, a jak w liczbie ok. sztuk 7 z powabnym Aldente na czele.

Wszystko wskazuje na to, że zamiast cieszyć się z wielkiego odkrycia archeologicznego, ktoś całą sprawę próbuje najzwyczajniej w świecie sabotować. Do tego pojawia się tajemnicze samobójstwo, ale jest ono tak nieskładne, że policja w postaci sympatycznego Niecko postanawia się sprawie przyjrzeć z bliska. Ale najważniejsze w tej powieści są kobiety - każda wyjątkowa i oryginalna. I choć pozornie się kobiałki tępią, dowodzą że w czasie potrzeby są niezawodne i nad wyraz pomysłowe. Trzy siostry - Ewelina, Julianna i Dorota, każda przedstawicielka innej grupy zawodowej wplątuje się w wielką aferę, która łączy się w jedną nieprawdopodobną historię. Jeżeli chcesz się dowiedzieć jak dostać świetną pracę opiekunki/gotującej gospodyni bez posiadania najmniejszego pojęciu o gotowaniu - to jest pozycja dla Ciebie!
Marta Obuch

Marta Obuch autorka jawiąca się jako niespożyty wulkan energii oraz ciekawych pomysłów. Urodzona w Częstochowie, mieszkająca w Katowicach polonistka i specjalistka od cyfrowej fotografii. Wielbiąca twórczość Joanny Chmielewskiej zaczęła tworzyć sama i śmiem twierdzić, że wyszło jej to wybornie. Wpływ Chmielewskiej jest wyczuwalny, ale dla czytelniczki ceniącej pisarstwo pani Joanny to jedynie dodatkowa zaleta.

Kryminał bardzo śmieszny, humor sytuacyjny i ciągłe zwroty akcji nie pozwoliły mi się nudzić podczas czytania. Lubię jak zdania płyną lekko i przyjemnie dla oka na równi z możliwością podśmiechiwania się tu i ówdzie. Pierwsze spotkanie z twórczością pani Obuch uważam za niezwykle udane i liczę na więcej.

Wyzwania: Polacy nie gęsi..., Pod hasłem, Z półki 2014, Przeczytam tyle ile mam wzrostu.

wtorek, 30 grudnia 2014

Małgorzata Żurakowska "Muchy w zupie i inne dramaty"

Małgorzata Żurakowska
"Muchy w zupie i
inne dramaty"
352 strony
Jak ogarnąć życie, gdy domostwo to:

 - trójka dzieci w różnym wieku, a co za tym idzie z najrozmaitszymi problemami i zainteresowaniami
 - pracujący mąż
 - nieokiełznany pies
 - mieszkanie w bloku
 - rodzina, która wiecznie chce coś jeść...

Nad wszystkim panuje mama-bohaterka? Nie, po prostu mama, kobieta pracująca, która aby przetrwać kolejny dzień serwuje sobie najlepsze z dostępnych panaceum - dobry humor :).

Tak właśnie radzi sobie bohaterka sympatycznej i przezabawnej książki. Autorka zabiera nas w podróż przez wszystkie pory roku, w krótkiej i zwięzłej formie przedstawia perypetie swojej rodziny. Książka ma charakter raczej teleexpressu niż głównego wydania wiadomości (rzeczowe urywki, szybkie przejście do meritum sprawy, lekki i fantastyczny język). Szkoda tylko, że ... książka się w pewnym momencie kończy.
Małgorzata Żurakowska to mieszkająca w Lublinie dziennikarka radiowa i co czytelnika zupełnie nie dziwi mama trójki dzieciaków. Ukończyła polonistykę i dziennikarstwo. Podejrzewam, że książka jest swoistym zapisem tego co mogło lub wprost wydarzyło się w domu autorki. Całość jest doskonała na poprawę nastroju i taka bardzo swojska - któż z nas nie gotuje bigosu z 5 kg kapusty, czy przerabia tony truskawek, które tak naprawdę czekały na kogoś innego.

Ubawiłam się czytając i ciągle popijałam herbatę - tak jak bohaterka. Ach o kwestia czajnika - co gotuję wodę, to sobie o tym epizodzie z przyjemnością przypominam.

Jolanta Kwiatkowska "Jesienny koktajl"

Jolanta Kwiatkowska
"Jesienny koktajl"
160 stron
Czy emerytura może być nowym etapem w życiu? Zdecydowanie tak, a ten nowy etap to w kocu korzystanie z życia w pełni, odkrywanie na nowo jego niezliczonych uroków i pełne luz wynikający z tego, że w pewnym wieku tak na dobrą sprawę nic już się nie musi robić :).

Alicja - bo o niej jest ta książka - właśnie koczy 60 lat i przechodzi na wyczekiwaną emeryturę. Teraz będzie planować mając na myśli wyłącznie swoją osobę, będzie się rozwijała, odpoczywała i po prostu życiem cieszyła. Bo jesień to przecież przepiękna pora roku, pełna kolorów i słońca - i takie życie planuje Alicja.

Zapisuje się na tańce, wraz z koleżankami organizuje domowe SPA, gdzie kobietki robią sobie profesjonalne zabiegi połączone z przyjemnym plotkowaniem. Dba o zdrowie i figurę, nie szczędzi na fajny ciuszek i wspaniale zarządza finansami (wiadomo emeryt to nie krezus, radzić sobie zawsze trzeba jakoś). Jest i wypad do sanatorium i w kwestiach uczuciowych też coś się dzieje...

Jolanta Kwiatkowska
Jolanta Kwiatkowska pisze pięknie. I podejrzewam, że jej to wychodzi od tak naturalnie. W tej książce nie ma odkryć ani rewelacji, odnalazłam tu natomiast zgodę na zastaną i nieuniknioną rzeczywistość doprawioną wewnętrzną mądrością. A mądrość ta jest dojrzała i wynika z własnych doświadczeń i celnych obserwacji otaczającego ją świata.

Bardzo się odprężyłam przy tej lekturze. Ta książka przypomina, że szczęście i zadowolenie to stan umysłu, a nie posiadania. Nie każdy ma zapewne możliwości samorealizować się na każdym etapie życia, ale absolutnie każdy może przy odrobinie pomysłowości i samozaparcia takie sprzyjające okoliczności stworzyć. A co najważniejsze, pamiętać by cieszyć się każdym dniem i każdą chwilą - bo warto.

Wyzwania: Polacy nie gęsi..., Pod hasłem, Z półki 2014, Przeczytam tyle ile mam wzrostu.

Agnieszka Gil "Herbata z jaśminem"

Agnieszka Gil
"Herbata z jaśminem"
384 strony
Martyna zwana przez wszystkich Kurą jest nastolatką zdecydowanie nietypową. Zapewne chciałaby być jak inne dziewczyny w jej wieku, mieć przytulny dom i fajnych rodziców. Zamiast tego w większości dba sama o siebie, mieszka w w ruderze z alkoholikiem ojcem i jego drugą żoną. A najbardziej boli to, że kiedyś za życia mamy miała to wszystko o czym marzyła - potem wypadek i wódka sprawiły, że jej życie to pasmo smutku i nieszczęścia.

Ponieważ Kura nie może w żaden sposób zmienić sytuacji stara się jakoś do niej dostosować i w tym wszystkim nie zagubić siebie - nastolatki. Buntuje się na zastaną rzeczywistość i manifestuje to czarnym kolorem - we włosach, w ubraniach i makijażu. Chce... no właśnie tak czarne ma życie, że chyba sama nie bardzo wie czego chce. Oprócz miłości, tego pragną wszyscy.

Czytelnik może towarzyszyć Martynie w jej codzienności, w szkolnych zmaganiach, w próbie znalezienia sobie kogoś, a wszystko wplecione jest we wrocławskie realia. Pojawiają się przebłyski pozwalające mieć nadzieję, że coś się tej biednej dziewczynie w końcu odmieni i ja przyznam trzymałam się tego kurczowo. W przeciwnym wypadku ta książka łamie serce i wpuszcza do wnętrza nieopisane pokłady smutku.

Agnieszka Gil
Arcysmutną historię stworzyła Agnieszka Gil - zakochana bez pamięci we Wrocławiu pisarka. Pisze dla dzieci i młodzieży i chyba do tej ostatniej grupy przeczytana przeze mnie pozycja mogłaby się zaliczać. Jest osobą działającą bardzo aktywnie na rzecz spotkań najmłodszych w bibliotekach i zdecydowanie swoim pozytywnym nastawieniem zaraża młode pokolenie pasją do czytania.

Zastanawia mnie jednak skąd pomysł na tak przejmująco smutną książkę... Z każdą stroną zapadałam się w smutku i nadzieja, że coś zmieni się w życiu głównej bohaterki na lepsze bledła z kolejnymi przeczytanymi zdaniami. Zdecydowanie nie jest to lektura dla osób, które chcą się zrelaksować. Jednak uważam, że i takie historie są potrzebne. Przecież nie zawsze wszystko układa się nam tak jakbyśmy chcieli, a chęć walki o lepsze jutro i brak zgody na otaczający okrutny świat jest zdecydowanie na plus.
W końcu światełko w tunelu się pokazuje, ale droga do szczęśliwego życia jeszcze daleka i pełna niespodzianek.

Wyzwania: Polacy nie gęsi..., Pod hasłem, Z półki 2014, Przeczytamm tyle ile mam wzrostu.

wtorek, 23 grudnia 2014

Iwona Czarkowska "Zdrada pachnie pomarańczami"

Iwona Czarkowska
"Zdrada pachnie
pomarańczami"
352 strony
Książki dostarczją mi emocji bez liku. Czasem wstrząsają, czasem zasmucają, często pozwalają na uśmiech. Nie spodziewałam się jednak, że przy lekturze mogę wyć ze śmiechu, być pozbawiona możliwości dalszego czytania - przez zupełnie zalane łzami oczy i chichrać się donośnie (ba, nawet fakt czytania w miejscu publicznym mi w tym nie przeszkodził).

Tak śmiesznej książki nigdy, przenigdy nie czytałam!!!!!!!!!!

Czytelnik ma okazję poznać 2 historie łączące się ze sobą pensjonatem Trzy Buki. Przed laty, a dokładnie w roku 1981 w Olszanicy będącej ni mniej ni więcej jednym z wielu miasteczek radzących sobie w czasie komunizmu, trójka niebywałych postaci - Bolek, Lolek i Tola dokonują zuchwałego napadu na bank. Ginie... nie powiem co, ale sprawa zostaje nierozwiązana - ówczesnej milicji ciężko było przebranych sprawców odnaleźć.

Po latach syn poprzedniego właściciela otwiera ponownie drzwi pensjonatu i pragnie rozkręcić interes. Za namową szefa marketingu postanawia zaprosić tych samych gości, którzy podczas pamiętnego, okrytego niesławą zuchwałego napadu na bank weekendu przebywali w tym czasie w Trzech Bukach. Jest okazja do dobrej promocji, ale dla policji jest okazja do ponownego przesłuchania być może świadków całego zajścia i zakończenia sprawy sprzed lat.

Iwona Czarkowska
Pracownicy pensjonatu z nowo zatrudnioną Karoliną na czele będą musieli stawić czoła nie lada problemom i przypadkom. Goście dopiszą, jedzenie będzie wyśmienite a wszystko w towarzystwie niesamowitego poczucia humoru.

Iwona Czarkowska to dziennikarka specjalizująca się głównie w pisaniu książek dla młodszych czytelników jak i dla młodzieży. Ma na swoim koncie kilka pozycji "dla dorosłych" i mnie osobiście absolutnie zauroczyła. Zdecydowanie lekkość z jaką pisze jest olbrzymim plusem, ale zapewne wspomnienia a czasów kiedy to pomarańcze "rzucali" tylko na święta uruchomiły jakieś nostalgiczne zakamarki mojej osobowości i złożyły się na tak pozytywny odbiór książki. Zauroczona żałowałam, że historia dobiegła końca. Ale jest to pozycja, którą będę innym polecała i sama zapewne do niej kiedyś wrócę.

Wyzwania: Polacy nie gęsi..., Pod hasłem, Grunt to okładka, Z półki 2014, Przeczytam tyle ile mam wzrostu.

niedziela, 14 grudnia 2014

Dominika Bel "Wiśniowy jogurt"

Dominika Bel
"Wiśniowy jogurt"
260 stron
Nie ma to jak zginąć tragicznie w dzień swoich urodzin, a dokładniej dać się wysadzić w powietrze przy wsiadaniu do samochodu. Taki los spotkał profesora Sylwestra Płonina, a o przykrym incydencie zawiadomiła władzę sąsiadka Luiza Drogosz. Okazuje się, że w aucie profesora była podłożona bomba, a ta informacja budzi strach  - bo kto i dlaczego sięgnął po tak radykalne środki by się człowieka pozbyć.

W domu zbiera się rodzina bliższa i dalsza, sąsiadka i artysta malarz, który z różnych przyczyn jawił się wszystkim jako bezdomny szukający schronienia.  Niebawem córka profesora zaczyna dostawać niepokojące sms'y z groźbami pod jej adresem. Zaczyna się seria podejrzanych wypadków i wszystko wskazuje na to, że profesor był tylko czubkiem góry lodowej. Są przynajmniej dwa powody, dla których ktoś mógł chcieć profesora usunąć - jego niechęć do sprzedaży działki, na której może powstać pensjonat lub tajemnicza książka, którą profesor pisał.

Książkę się czyta szybko, choć mnogość występujących postaci może wprowadzić pewne zamieszanie. Zapewne z tego powodu autorka na samym wstępie umieściła listę bohaterów i ich powiązań. Co do autorki - po raz pierwszy nie udało mi się znaleźć w czeluściach internetu żadnej o niej wzmianki... dziwne to, nawet nie wiem jak pisarka wygląda :)

Akcja rozwija się wartko, momentami wprost nieprawdopodobnie. Ja oczywiście osąd wydałam, już widziałam jak wytypowanego przeze mnie złoczyńcę stróże prawa aresztują i ... się przejechałam. Bo takiego zakończenia nawet ja nie wymyśliłabym. Lubię być zaskakiwana, nawet najbardziej nieprawdopodobnymi scenariuszami, które po dłuższej chwili zastanowienia są logiczne. A tytułowy wiśniowy jogurt jak się okaże pomoże bardzo sprawę rozwikłać.

Wyzwania: Polacy nie gęsi..., Pod hasłem, Z półki 2014, Przeczytam tyle ile mam wzrostu.

piątek, 12 grudnia 2014

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak "Niebieskie migdały"

Katarzyna Zyskowska-
Ignaciak
"Niebieskie migdały"
304 strony 
Mając za matkę ekscentryczną malarkę można przypłacić to między innymi niezwykle oryginalnym imieniem... chociażby Balbina. Ale to nie jest największe zmartwienie Iny (tak, zdecydowanie woli używać takiego zdrobnienia), bowiem panna Górska nosi w sobie owoc szalonego romansu z gwiazdą telewizji. Gwiazdor oprócz tego, że wygląda obłędnie i czaruje damską część publiki nieustannie postradał rozum i jak wyszedł w szoku po papierosy tak nie wrócił do dziś.

Ina postanowiła zostać samotną matką wbrew wszystkiemu i wszystkim. Początkowo przeciwni całemu przedsięwzięciu bliscy próbowali ją od tego pomysłu odwieźć, ale Ina postanowiła stanąć na wysokości zadania i być matką wyjątkową. Oczywiście z pomocy rodziny i przyjaciół chętnie będzie korzystała, ale przecież pracuje jako dziennikarka (może to robić w domu będąc z dzieckiem), ma swoje cztery kąty (to nic, że małe i w starej kamienicy i wysoko i jak tam wózek taszczyć), nie jest jedyną kobietą w takiej sytuacji - jak inne dały radę, to czemu ona ma temu nie sprostać?

Ucząc się macierzyństwa Ina wspiera swoją najdroższą przyjaciółkę Karolinę, która niebawem stanie się główną gwiazdą ślubu i weseliska jakiego jeszcze nie było. Gdzieś w szalonym pędzie codzienności Ina zapewne nie spodziewa się, że wielka miłość czai się prawie za rogiem.

Ubawiłam się wybornie przy tej książce. Choć temat nie do śmiechu, bo samotne rodzicielstwo to niezwykle trudne przedsięwzięcie. Mimo to autorka po raz kolejny wykazała się lekkością języka, dużą dawką humoru i niebywałym realizmem jak chociażby opisując relaksacyjne wyjście z małym potomkiem do galerii handlowej. Książki się nie czyta, ją się połyka równocześnie korzystając z opcji pełnego wypoczynku. Uwaga, grozi zapomnieniem o otaczającym cię świecie!

Wyzwania: Polacy nie gęsi..., Pod hasłem, Z półki 2014, Przeczytam tyle ile mam wzrostu.

wtorek, 2 grudnia 2014

Monika Sawicka "Kruchość porcelany"

Monika Sawicka
"Kruchość porcelany"
300 stron
Zuza Maks ma się dobrze, no przynajmniej taką wersję prezentuje otaczającemu są światu. W pracy przecież sukcesy, finanse nie stanowią żadnego problemu, dom piękny (no tu i ówdzie jakieś poprawki trzeba nanieść), córka odlotowa - to nic, że mąż wyżywa na niej swe frustracje i złości. Zauza nauczyła się bowiem doskonale maskować siniaki, żyć z połamanymi żebrami i niezliczoną ilością ran zadanych przez ślubnego. Najważniejsze, by wszyscy myśleli, że  wszystko jest w porządku, resztę się jakoś przeżyje.

W obliczu tak ciężkich doświadczeń Zuza trochę ucieka w świat wyimaginowanego romansu, troszkę próbuje radzić sobie procentami, walczy z kilogramami, a wszystkie zmagania z codziennością doprawia niebywałym poczucie humoru. Ma też wsparcie w mądrej ponad wiek córce Amelce i szalonych przyjaciółkach. Okazuje się jednak, że ktoś bacznie obserwuje jej wszystkie poczynania...

Monika Sawicka
Byłam zaskoczona, że to tematów ciężkiego kalibru można podejść z jakimś pokładem humorystycznym. Choć przeskoki między dramatami, a wybuchami śmiechu dały mi do myślenia, czy przypadkiem nie kwalifikuję się do leczenia zamkniętego, bo emocje już mam skrajnie rozbujane...

Monika Sawicka to pisząca łodzianka. To nie tylko autorka książek, ale również dziennikarka i felietonistka. I posiadaczka niesamowitej córy :).

Czytając tę książkę miałam mieszane uczucie, skrajne nawet momentami. Ale mimo wszytko polecam ją gorąco, już przy samym wstępie można się popłakać ze śmiechu. I choć główna bohaterka walczy, to cała powieść pachnie nadzieją - że można coś zmienić, że nie trzeba się załamywać i że nawet po ciężkiej burzy z piorunami wychodzi słońce.

Wyzwania: Polacy nie gęsi..., Pod hasłem, Przeczytam tyle ile mam wzrostu, Z półki 2014.

niedziela, 9 listopada 2014

Jodi Picoult "Zagubiona przeszłość"

Jodi Picoult
"Zagubiona przeszłość"
464 strony
Delia jest mamą Sophie, mamą pracującą a w zasadzie współpracującą z różnymi komisariatami policji. Głównie pracuje z Gretą - ślicznym i kochanym psem - i razem tropią osoby zaginione. Najczęściej ich wspólny wysiłek zostaje uwieńczony sukcesem.

Delia mieszka w domu ze swoim tatą Andrew, wspaniałym człowiekiem działającym aktywnie na rzecz seniorów. W jej życiu jest też Eric - narzeczony, przyjaciel od dzieciństwa, ojciec Sophie - prawnik z przykrą przypadłością jaką jest alkoholizm. I niby Eric z nałogu wychodzi, ich córka jest wspaniała, relacje z tatą rewelacyjne, aż pewnego popołudnia do drzwi domu Hopkinsów puka policja. I bynajmniej nie szukają pomocy u Delii... przyszli aresztować jej ojca, który rzekomo przed 26-ciu laty ją porwał.

Lawina nowych informacji spada na Delię jak grom z jasnego nieba. W ciągu kilku dni okazuje się, że jej życie kiedyś wyglądało inaczej, a co najważniejsze jej mama nadal żyje i jej poszukuje. Ta wiadomość jest niebywała, dorosła dziś Delia całe życie spędziła w przekonaniu, że mama zginęła w wypadku samochodowym. Choć tata był dla niej więcej niż wspaniały, tęsknota z mamą pozostała w jej sercu głęboko zakorzeniona.

Życie całej rodziny zostaje wywrócone do góry nogami. Eric zostaje obrońcą Andrew i podąża za nim do Arizony, tam bowiem proces ma się odbyć. Wraz z nim leci Delia z córką, a wkrótce dołącza do nich Fitz - trzeci z muszkieterów (od najwcześniejszych lat bowiem Delia, Eriz i Fizt byli nierozłączni). Fitz jedzie jako wsparcie, jako dziennikarz bowiem to on odkrył skrywaną przez Andrew tajemnicę. Czując wyrzuty sumienia chce towarzyszyć Dalii, którą od lat kocha do szaleństwa. A Delia ma właśnie spotkać się z mamą po latach i dowiedzieć się, co się wydarzyło przed laty i być może w końcu odzyskać wspomnienia.



Doskonała lektura, ciężko się było od niej oderwać. Historia przepięknej i niezwykle mocnej miłości ojcowskiej mnie wzruszyła. Gotowość na wszystko, by tylko najważniejsza istota we wszechświecie czuła się kochana i zadbana mocno ściska za serce. Ale to również trudna historia walki z alkoholizmem, kwestia pijących rodziców i bezsilność ludzi kochających tych, którzy z nałogiem mają problem. Dodatkowym wątkiem jest mocno zagmatwana relacja między już dorosłymi Delią, a towarzyszącym jej od zawsze Eric'iem i Fitz'em. Mimo wszystko to jednak dojrzałość biorących udział w całym tym galimatiasie osób jest godna pochwały.

Wyzwania: Pod hasłem, Grunt to okładka, Z półki 2014, Czytam opasłe tomiska, Czytam literaturę amerykańską, Przeczytam tyle ile mam wzrostu.

wtorek, 4 listopada 2014

Olga Rudnicka "Martwe Jezioro"

Olga Rudnicka
"Martwe jezioro"
240 stron
Beata odkąd pamięta czuje się odklejona, nie od rzeczywistości ale od swojej rodziny. Ciągnie nie może oprzeć się wrażeniu, że zupełnie do nich nie pasuje - z rodzicami ani z siostrą kontaktów zupełnie nie utrzymuje. Z wielkim zdziwieniem przyjmuje zaproszenie na ślub siostry i choć z jednej strony marzy o zdrowych, normalnych relacjach z drugiej lęk przed spotkaniem niemal ją paraliżuje. Tym bardziej, że wynajęty przez nią detektyw odkrył, że prawdziwa Beata zmarła przed laty w USA. Kim więc ona sama jest? Jak się znalazła w tej, a nie innej rodzinie? O co w tym wszystkim chodzi? Przecież to musi być pomyłka.

Beata choć żyje z dala od rodziny samotna tak do końca nie jest, mieszka bowiem z wystrzałową przyjaciółką Ulką (a ta ma chytry plan, żeby ją wyswatać z własnym bratem Jackiem, który dopiero co wrócił ze emigracji zza wielkiej wody). Ulka jest nieocenionym wsparciem dla Beaty i wulkanem energii oraz pomysłów.

Bohaterka wyrusza dokonać życiowej konfrontacji, ze zdziwieniem odkrywa, że "rodzina" ma względem niej swoje plany. Każda chwila spędzona w domu rodzinnym utwierdza ją, że detektyw i jego zwalające z nóg odkrycie to nie była pomyłka. Czas wyjaśnić rodzinną tajemnicę.

Olga Rudnicka
Olga Rudnicka urodzona w Śremie koło Poznania jest młodziutką (bo zaledwie 26-cio letnią) pisarką. Ukończyła studia na wydziale pedagogiki i zawodowo pracuje jako opiekunka społeczna. Dzięki temu nie tylko poznaje wyjątkowych ludzi, ale udziela się społecznie i ma ruchomy czas pracy, co w przypadku pisania jest bardzo pomocne.

Co ciekawe, sama pisze o sobie, że nie mogłaby studiować jakiegoś kierunku humanistycznego, bo wspomina, że pisanie zadanych wypracowań nie należało do jej ulubionych zadań. Lubi tworzyć, jeśli nie jest ograniczona przez czas i temat.

Jako że jest młodziutką osobą studia kontynuuje, a kwestia jej pisarstwa wywróciła jej życie do góry nogami - póki co wie, że chce edukację kontynuować i wie, że zdecydowanie chce pisać. Ach i uwielbia jeździć konno :).

Z ciekawością sięgnęłam po tę publikację, bo ciągle jestem pod wrażeniem młodego wieku autorki. Choć teraz sobie myślę, że przy upływającym czasie tak to już chyba będzie, że ludzie dookoła mnie po prostu będą młodsi :). Czytało mi się książkę dobrze, szybko. Bīlam zaciekawiona bo to taki lekki kryminał, choć smutny bardzo i troszkę mnie przygnębił. Wiem, że powstała kontynuacja i sięgnę po nią jak i inne książki Olgi Rudnickiej z przyjemnością.

Wyzwania: Polacy nie gęsi..., Pod hasłem, Grunt to okładka, Z półki 2014, Czytam opasłe tomiska, Przeczytam tyle ile mam wzrostu.

czwartek, 30 października 2014

Małgorzata Musierowicz "McDusia"

Małgorzata Musierowicz
"McDusia"
296 stron
Ostatni opublikowany tom "Jeżycjady" uczynił z prawnuczki przesympatycznego profesora Dmuchawca główną bohaterkę. Magda - jedna z bliźniaczek - pojawiła się w Poznaniu celem uporządkowania mieszkania i licznych książkowych zbiorów po zmarłym niedawno pradziadku. W tej smutnej niewątpliwie czynności wspierają ją przedstawiciele licznej rodziny Borejków.

Profesor Dmuchawiec dla kilku swoich byłych uczniów zostawił prezenty, paczki z pewnymi książkami. Obdarowani to nie tylko byli uczniowie, ale to dziś również nauczyciele. Każdy z nich oprócz książek dla siebie wyjątkowych w pakunku znajduje odręczną notkę sporządzoną przez profesora, która zmusza do głębszej refleksji obdarowanego. Cenne zdanie na wagę złota...

Magda tak na prawdę uciekła od miłosnego rozczarowana. Chciała być samodzielna i pozwoliła całej rodzinie na wyjazd bez niej do Paryża. Magdusia dostała swój przydomek McDusia od Idy, która to zauważyła jej niezdrowy pociąg do frytek, chipsów i innych produktów nie najzdrowszych. A Magda zachwyciła się początkowo Józinkiem, a dzielny Ignacy będzie próbował jednak dziewczynę przekonać do siebie.

Laura szykuje się do ślubu ze swoim wymarzonym Adamem. Seniorzy Borejkowie - Mila i Ignacy - czują upływający czas i niewątpliwie zbliżający się kres swych dni. Ale patrząc na życie z perspektywy czasu są zadowoleni, że udało im się stworzyć wyjątkową rodzinę. Józinek w końcu spotyka się z Trollą i pewne sprawy się wyjaśniają, a niebawem jego głowę zaczyna zaprzątać klasowa koleżanka Agata. Nagle w dzień ślubu pojawia się Janusz Pyziak ze ślubnym prezentem dla porzuconej przed laty córki.

Bardzo ten tom nostalgiczny był, taki wielki hołd złożony literaturze, miłości do niej oraz mądrości jaka z niej płynie dostępnej dziś dla każdego - tylko czerpać i w życie wprowadzać. Zdecydowanie dał się wyczuć upływający czas, dokonywanie podsumowań, odkrywanie się na nowo jak to miało miejsce w przypadku Laury. Było pięknie i żal, że póki co trzeba czekać na kontynuację.

❀❀❀❀❀

kamienica przy Roosevelta 5
Dotarłam do momentu, kiedy coś dobrego się kończy. Przez ostatnie kilkanaście miesięcy wpadałam do rodziny Borejków z olbrzymią przyjemnością. Poznałam chyba z setkę ludzi i ich zwykłych - niezwykłych historii. Przeżywałam radości i smutki, wzloty i upadki. I myślę sobie, że mnie cała "Jeżycjada" bardzo wzbogaciła wewnętrznie. I żal, że to ja nie jestem ich chociażby sąsiadką :).

Dziękuję bardzo Karribie za zorganizowanie tego wyzwania i wspaniałą zabawę. Nie sądziłam, że tak bardzo wciągnę się w poznańską sagę, a teraz cierpliwie poczekam na dalsze dzieje jednej ze wspanialszych rodzin.

środa, 29 października 2014

Jodi Picoult "Dziesiąty krąg"

Jodi Picoult
"Dziesiąty krąg"
368 stron
Trixie jest beznadziejnie zakochana w Jasonie. Kiedyś byli parą, ale on postanowił ich związek zakończyć. Takie rozwiązanie nie podoba się Trixie w ogóle, więc postanawia na potajemnie wyprawionej przez najlepszą przyjaciółkę Zephir imprezie zrobić wszystko, żeby Jasona odzyskać. Jest alkohol, środki oburzające i cielesność - może dodam, że Trixie ma tylko 14 lat... Rzeczy dzieją się nie do końca po myśli dziewczyny i ta wraca do domu i oświadcza, że Jason posunął się zdecydowanie za daleko i doszło do czegoś, na co ona nie wyraziła zgody.

Daniel - ojciec Trixie - szaleje z wściekłości, że ktoś tak brutalnie potraktował jego ukochaną córeczkę. Stara się dodzwonić do pracującej na uczelni żony Laury, ale ta jest poza zasięgiem. W szpitalu wychodzą na jaw kolejne niespodzianki i Daniel musi zmierzyć się z szokującą rzeczywistością - jego ukochana córeczka już dawno straciła niewinność. Żeby tego było mało okazuje się, że żona go od jakiegoś czasu zdradzała z jednym ze swoich studentów. Choć zarzeka się, że zakończyła ten związek w ów tragiczny dla całej rodziny wieczór, wszystko zdaje się w tym samie czasie walić.

Sprawia trafia na policję i do sądu, Jason uważa, że nic takiego miejsca nie miało. Trixie zostaje publicznie napiętnowana, a w szkole trudno jej spokojnie przetrwać choć kwadrans. Tak bardzo zapędza się dziewczyna w ucieczkę od siebie samej, że cięcie się wydaje jej się jedynym sposobem na znalezienie ulgi. Trixie ląduje w szpitalu, wkrótce potem Jason ginie - początkowo uważa się, że było to samobójstwo, wkrótce na jaw wychodzą fakty, że ktoś mu w tym pomógł. Trixie ucieka, tylko Daniel może córkę odnaleźć i postanawia w podróż zabrać ze sobą Laurę. Lądują na lodowatej Alasce...



Kolejna dobra, aczkolwiek tematycznie ciężka lektura. Z jednej strony nastolatka, która tak naprawdę żyje podwójnym życiem i odkrycie jej prawdziwej natury jest dla rodziców niewątpliwym szokiem. Z drugiej strony ojciec, który nie może pogodzić się z faktem, że jego córeczka dorasta, staje się niezależna i on nie jest już tak jej potrzebny. Choć z tym ostatnim okazuje się, że tylko Daniel potrafił córkę odnaleźć i wierzył jej bezgranicznie. Daniel walczy o całą rodzinę - córkę w tarapatach i żonę, która się oddaliła.

Urozmaiceniem lektury jest niewątpliwie komiks autorstwa Daniela przedstawiający podróż ojca udającego się na ratunek córce aż do 10 kręgu piekielnego (nawiązanie do dzieła Dantego, którego to specjalistką była Laura). I choć jak to z Picoult tematyka mocna przepiękna wydała mi się taka silna ojcowska miłość gotowa zupełnie na wszystko, by ocalić własną córkę.

Wyzwania: Pod hasłem, Czytam literaturę amerykańską, Z półki 2014, Przeczytam tyle ile mam wzrostu.

wtorek, 28 października 2014

Małgorzata Musierowicz "Sprężyna"

Małgorzata Musierowicz
"Sprężyna"
224 strony
W kolejnym "Jeżycjadowym" tomie wśród rozlicznych bohaterów zdecydowanie na czoło wysuwa się Łucja Pałys. Już nie taka mała, bo jak sama zaznacza prawie dziesięcioletnia córka Idy zapałała niebywałą miłością do poprawnej polszczyzny, a to za sprawą tajemniczego pana polonisty prowadzącego ukochane przez Łusię kółko polonistyczne.

Łusia korzystając z chwilki i dzieląc się swoimi przemyśleniami z Gabrysią gorąco ją zachęca, aby w końcu zrobiła coś tylko i wyłącznie dla siebie. Gabrysia ma już taką naturę, że najpierw stawia dobro innych przed własnym i po namyśle, stwierdza że wybierze się w odwiedziny do Pyzy i jej rodziny. Szczęśliwa i dumna Łusia  - sprężyna wydarzeń - nie spodziewa się, że wszystko zakończy się nie tak jak powinno. Gabrysia bierze udział w wypadku samochodowym i mocno pokiereszowana ląduje w szpitalu.

Kolejny tom przygód rodziny Borejków i potomstwa znowu mi się bardzo spodobał. Łusia jest kochana, ale moje serce skradł najmłodszy członek rodziny Kazimierz Pałys zwany Ziutkiem, bobas pocieszny z wiecznym problemem ulewania nadmiaru spożytego pokarmu. Idealnie dogaduje się z dziadkiem Ignacym i wszystkich rozkłada na łopatki.

Po zerwaniu zaręczyn z Wolfim (nie tak dramatycznym, bo za pośrednictwem listu) Laura spotyka tajemniczego nieznajomego za którym jest gotowa pójść na koniec świata, ale że nie ma takiej potrzeby wykupuje asortyment firmy ogrodniczej "Daglezja", z którą nowy obiekt westchnień ma niewątpliwie coś do czynienia. Poproszona przez Łusię o zaśpiewanie na akademii z okazji zakończenia roku Tygrysek zupełnie nie spodziewa się, jak istotnym dla jej życia ów występ się okaże.

Józinek i Ignacy junior troszkę zakopują topór wojenny, a to za sprawą wyjazdu pod namiot i na ryby. Zastanawiam się, czy oni kiedykolwiek znajdą kompromis?

Została przede mną lektura ostatniego wydanego tomu "Jeżycjady". A żal mi trochę serce ściska, bo jak to nie ma już więcej? Być może pojawi się w tym roku XX tom, ale póki co cisza. Zatem nie pozostało nic innego jak za czytanie się zabrać i koniec przyjąć z godnością na klatę.

Wyzwania: Czas na Jeżycjadę, Grunt to okładka, Z półki 2014, Przeczytam tyle ile mam wzrostu, Czytam opasłe tomiska.

niedziela, 26 października 2014

Jodi Picoult "Drugie spojrzenie"

Jodi Pioult
"Drugie spojrzenie"
504 strony
Szczerze mówiąc, a raczej pisząc nie mam zielonego pojęcia co myśleć o tej książce. Była tak zagmatwana i poplątana, że z ulgą skończyłam ją czytać. Może spróbuję usystematyzować co wiem:

 - amerykańskie miasteczko Comstook w Vermoncie, gdzie kiedyś żwywot wiedli rdzenni amerykanie z plemiona Abenaki - ponieważ ktoś chce na byłym miejscu pochówku wybudować centrum handlowe czy coś w tym stylu, w miasteczku zaczynają się dziać dziwne rzeczy, ale nikogo to już nie dziwi i wszyscy przyjmują dziwactwa godnie
- Ross, który po stracie ukochanej marzy o tym, by się pożegnać z ziemskim padołem, zawodowo zajmuje się tropieniem duchów (tak, tak, ludzie uważają to za zawód) i zakochuje się w Lii, która się duchem okazuje
 - Shelby, siostra Ross'a, mama Ethana chorego na XP (alergia na słońce uniemożliwiająca normalną egzystencję i z reguły kończąca się nowotworem skóry), chorobliwie drżąca o życie chorego syna jak i nieodpowiedzialnego brata, który czyha na to by sobie życie odebrać
 - Meredith, lekarka zajmująca się odpowiednim doborem materiałów genetycznych i umożliwiająca ludziom cierpiącym z powodów genetycznego obciążenia posiadanie zdrowych dzieci
 - Eli, dobry policjant, który bada sprawę śmierci sprzed 70-ciu lat, w której to ofiarą padła Cecelia Pike występująca również w powieści jako Lia Beaumont
 - Cecelia  oczekująca przyjścia na świat swojego pierwszego dziecka
 - Spencer, naukowiec zajmujący się pracą nad eugeniką w Vermont, mąż Cecelii
 - Az Thompson/Szary Wilk/John Delacour - rdzenny Abenaki podejrzany o zabójstwo Cecelli
 - Ruby, babcia Meredith, była służąca Cecelli

Tak, to z grubsza postacie powieści i jeden wielki mętlik w głowie mej po jej przeczytaniu. Ważniejszym motywem przewodnim były prace w latach 30-tych XX wieku nad legalizacją eugeniki - przymusowej sterylizacji słabszych ogniw w społeczeństwie takich jak uzależnieni, umysłowo opóźnieni, brutalni. Celem było doprowadzenie do wyeliminowania tych, którzy źle wpływali na rozwój społeczności. I to nie jest fantazja, takie prace bowiem miały niestety miejsce. To właśnie z tego konceptu Hitler zapożyczył pomysł utworzenia czystej rasy i usunięcia z drogi tych, którzy nie mieścili się w jego normach. Smutne, okrutne i do bólu prawdziwe.



Rozczarowałam się tą książką bardzo. Miałam nieodparte wrażenie, że Picoult zbyt dużo chciała w niej pomysłów zrealizować i zamiast wybrać mniej i się na tym skupić powstał nie lada misz masz. Początkowo nawet mnie lektura przytłoczyła ilością bohaterów i ich historii, które o dziwo w pewnym momencie historii się spotykają - choć wszystko to takie mocno naciągane według mnie.

Picoult przyzwyczaiła mnie do pewnej formy swoich powieści, do swoistego stylu i tego mi tu zabrakło. Ale w sumie cieszę się, że przeczytałam tę pozycję - dzięki niej pozbyłam się wrażenia, że cokolwiek Jodi by nie napisała to strzał w dziesiątkę :).

Wyzwania: Pod hasłem, Grunt to okładka, Czytam literaturę amerykańską, Z półki 2014, Przeczytam tyle ile mam wzrostu, Czytam opasłe tomiska.

czwartek, 23 października 2014

Małgorzata Musierowicz "Czarna polewka"

Małgorzata Musierowicz
"Czarna polewka"
266 stron
Czymże jest tytułowa czarna polewka? To staropolski sposób na odrzucenie oświadczyn. I to bynajmniej nie przez potencjalne panny młode, ale w wypadku "Jeżycjady" taki fortel zastosował sam senior rodu Ignacy Borejko. Na domiar złego uczynił to dwukrotnie wpędzając swoje dwie wnuczki w stres olbrzymi.

W tej części "Jeżycjady" jesteśmy świadkami miłosnych perturbacji dwóch par - otóż Róża Pyziak oraz jej siostra Laura zakochały się w przedstawicielach rodu Schoppe. O ile Róży fascynacja Fryderykiem trwa już od lat i zaowocowała nawet pojawieniem się na świecie maleńkiej Mili, dla Laury miłość do Wolfiego to novum, aczkolwiek bardzo intensywne i w zasadzie sprawę trzeba załatwić już i teraz.

A namieszał szlachetny dziadzio, który po pierwszym wybryku Fryderyka nabrał wielkiej podejrzliwości do męskich przedstawicieli rodu Schoppe i tak się zawziął w sobie, że za punkt honoru najwyraźniej obrał misję, aby jego geny się z tamtymi nie mieszały (co prawda już w przypadku Róży to musztarda po obiedzie, ale Ignacy jest niezwykle stanowczy).

A siostry Pyziakówny w kwestii poślubienia swoich wybranków są zgodne - zdecydowanie na tak. Przy czym Róża jako już odpowiedzialna mama próbuje sprawy załatwić tak jak należy, Laura jak zwykle w gorącej wodzie kąpana postanawia z Wolfim czmychnąć i wziąć w tajemnicy ślub przed całą rodziną i w dodatku w Zakopanem. Jednak garbus, którym młodzi zakochani udają się w podróż "doślubną" ulega usterce i ... resztę musicie sami doczytać :).

Ignacy senior niezwykle mnie zaskoczył swoim zacietrzewieniem. Być może tak reagował, gdyż jego ukochanej żony przy nim nie było i zdradzał objawy lekkiego zagubienia i tęsknoty niewątpliwej. Również Ignacy junior dostarczył mi nie lada ubawu uciekając przed szerszeniem, tropiąc złodziei telefonów komórkowych, mając swoiste teorie na tema nie jedzenia jajek oraz w końcu tak po prostu zakochując się. Jak zwykle spędziłam z kolejnymi bohaterami czas nad wyraz przyjemnie :).

Wyzwania: Czas na Jeżycjadę, Z półki 2014, Przeczytam tyle ile mam wzrostu, Czytam opasłe tomiska.

piątek, 10 października 2014

Małgorzata Musierowicz "Żaba"

Małgorzata Musierowicz
"Żaba"
216 stron
Z rodziną Schoppe - a przynajmniej z jej przedstawicielem w postaci Fryderyka mogliśmy spotkać się już wcześniej, gdyż młodzieniec ten skradł serce Róży. Jak okazuje się, nie tylko serce...

Poznajcie Hildegardę, najmłodszą z trójki rodzeństwa Schoppe (jest jeszcze w domostwie Wolfgang Amadeusz zwany Wolfim). Imienia Hildegardy prawie nikt nie używa, dla wszystkich jest po prostu Żabą, piętnastolatką zapatrzoną w swojego starszego brata Fryderyka, dbająca regularnie o wygląd swojej cery oraz wielbiącą porządek.

Jak to w "Jeżycjadzie" bywa losy bohaterów z poprzednich tomów się przeplatają, i w tenże oto sposób Żaba trafia na Piotra Żeromskiego syna Anieli i Bernarda. Okoliczności ich lepszego poznania można uznać za dramatyczne, Żaba mianowicie wpada pod samochód i ranną dziewoję młody Żeromski prowadzi do cioci Idy na założenie szwów. Jako że Ida prowadzi swój prywatny gabinet w tej samej kamienicy gdzie mieszka ona wraz z rodem Borejków, Żaba natrafia na Różę, która jest już w zaawansowanej ciąży. Dodając dwa do dwóch wychodzi jej, że potomek jest w połowie dziełem jej ukochanego brata Fryderyka, który robiąc karierę wybył na stypendium do Stanów. Co gorsza o fakcie zostania ojcem nie poinformował rodziny, a to Żaba uważa za niehonorowe.

Wraz z bratem Wolfim planują wiadomość przekazać rodzinie w możliwie łagodny sposób, oraz nakłonić Fryderyka do powrotu i zajęcia się dzieckiem i Różą -  w taki oto sposób nawiązuje ścisłą współpracę z młodym Żeromskim i pada nieuniknioną ofiarą ciepła i czaru serwowanego przez wielopokoleniową rodzinę Borejków.

Z przyjemnością sięgnęłam bo kolejny jeżycjadowy tom, bo bardzo byłam ciekawa jak się potoczy sprawa ciężarnej Róży. O ile przez całą książkę Fryderyk, a raczej jego nieobecność sprawiła, że zaklasyfikowałam go do grona łajdaków i mężczyzn nieodpowiedzialnych zakończenie tego wątku pozwoliło mi odzyskać wiarę w normalność :). I w końcu Laura znajduje kogoś idealnego dla siebie i po prostu normalnieje. Tak trzymać, a ja lecę do następnego tomu!

Wyzwania: Czas na Jeżycjadę, Z półki 2014, Przeczytam tyle ile mam wzrostu, Czytam opasłe tomiska.

poniedziałek, 29 września 2014

Boris Akunin "Diamentowa karoca 2. Między wierszami."

Boris Akunin
"Diamentowa karoca 2.
Między wierszami."
544 strony
Martwi mnie fakt, że coś się kończy - dzień, tydzień, miesiąc czy czyjeś przygody. Tutaj Akunin mnie troszkę podszedł, bo wydany jako ostatni tom przygód Erasta Fandorina wcale nie jest końcem historii, a wręcz przeciwnie autor przenosi nas w czasie i lądujemy prawie przy początkach jego kariery. Ten kto czytał już kilka części o Fandorinie wie, że miał on przerwę w czasie której przebywał w Japonii. W końcu czytelnik może wypełnić sobie powstałą lukę w życiorysie tego młodego detektywa.

Fandorin ląduję w Jokohamie w 1878 roku na placówce dyplomatycznej i od razu wpada na ślad przestępstwa - ktoś zabił rosyjskiego kapitana statku. Zrozpaczona córka prosi o pomoc, nie ma się wszak do kogo zwrócić. Erast już po zejściu ze statku przeżywa szok, nie tak sobie słynną Japonię przecież wyobrażał. On sam zresztą rzuca się mocno w oczy, każdy widzi przecież że to nie człowiek stąd :).

To co mi Akunin zafundował w tym tomie przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania! Autor jako znawca wschodniej kultury w piękny sposób przeniósł mnie w japońskie realia pełne buddyjskich nawiązań, wojowników Ninja (tak, tak oni tam są!), sztuki szeroko pojętej, podwójnych agentów i co najważniejsze wielkiej miłości Erasta - japonki O-Yumi. Dowiadujemy się także jak doszło do spotkania Erasta z Masą i co takiego się wydarzyło, że panowie zostali później prawie nierozłączni. I choć Fandorin dzielnie stawia czoła wszelkim przeciwnościom, jego serce znów pęka.



Przyznam, że zapomniałam jak ciekawe i wciągające są przygody Fandorina. Niepotrzebnie zupełnie zrobiłam sobie taką przerwę, ale przynajmniej mam smaczka by poznać dalsze koleje losu Erasta i wiernego Masy. Lektura choć wciągająca mimo objętości, momentami mnie jednak nużyła - czasem za dużo nazwisk mnie zasypywało, innym razem szczegółowe opisy walk nie trafiały do mnie. Reszta - piękna wschodnia otoczka, tajemnice i wymyślne skrytki była jak najbardziej w moim stylu. No i przynajmniej wiem co już znaczy "akinun" :).

Wyzwania: Pod hasłem, Z półki 2014, Przeczytam tyle ile mam wzrostu, Czytam opasłe tomiska.

niedziela, 28 września 2014

Jodi Picoult "Jesień cudów"

Jodi Picoult
"Jesień cudów"
528 stron
Rozwód rodziców jest bez wątpienia ciężkim emocjonalnie doświadczeniem.  Tym bardziej, jeśli jest się przekonanym, że rodzice rozstali się z powodu właśnie dziecka. Taką wersję zdarzeń przyjęła 7-mio letnia Faith, a dramatyczne wydarzenia jakie miały miejsce w jej domu jak się okaże mocno zmieniły jej życie.

Mariah chce wierzyć, że jej życie jest dobre. Ma męża Collina, kochaną córeczkę Faith i świetnie zorganizowany każdy dzień. Pewnego popołudnia wraca niespodziewanie do domu i... nakrywa męża na zdradzie. Świadkiem tego zdarzenie jest również Faith. Zarówno dla matki jak i córki świat wywrócił się w tym momencie do góry nogami.

Faith zaczyna rozmawiać ze swoją wyimaginowaną przyjaciółką. Przerażona  Mariah udaje się z nią na konsultacje do psychiatrów i jedna z lekarek stwierdza, że Faith widzi Boga i to z nią (według Faith Bóg jest kobietą) rozmawia. Nie potrzeba wiele czasu, jak do niedawna spokojne domostwo zostaje otoczone przez żądnych sensacji dziennikarzy oraz religijnych fanatyków. Żeby atrakcji było więcej mała Faith zaczyna czynić cuda - uzdrawia, przywraca do życia, a niesamowitości dodaje fakt, że wywodzi się z niewierzącej rodziny o żydowskich korzeniach. Dziewczynka zaczyna nosić znamiona osoby będącej w stanie takich niezwykłych rzeczy dokonywać, choć sama przypłaca to swoim zdrowiem, a życie jej jest zagrożone.

Wśród osób zainteresowanych tym fenomenem jest Ian Fletcher - zawodowy ateista, który zdobył dużą popularność prowadząc program telewizyjny, którego celem było odkrywanie fałszerstw w takich niezwykłych przypadkach. Początkowo nastawiony jak zwykle sceptycznie Ian szuka w całym tym zamieszaniu miejsca dla siebie i swojego programu, ale im bardziej poznaje Faith i Mariah, tym bardziej zaczyna sam powątpiewać w zdrowy rozsądek.

Collin po rozwodzie błyskawicznie powtórnie się ożenił i oddał prawa do opieki matce. Okazuje się, że to nie była jego pierwsza zdrada - kiedy przed laty Mariah się o tym dowiedziała chciała odebrać sobie życie. W efekcie wylądowała w zamkniętym ośrodku psychiatrycznym. Collin jednak zdanie zmienił i postanowił zawalczyć o odebranie córki. Wynajął przebojowego adwokata i zaczął nieczystą walkę, sugerując na przykład, że to właśnie Mariah wywołuje u córki ciężkie chorobowe objawy. W tym całym zamieszaniu przyszło radzić sobie z życiem Faith, która w końcu zwraca uwagę na siebie.



Kolejna głęboka książka autorstwa Jodi Picoult. Porusza temat bardzo osobisty, bo o wiarę czy jej brak się tu rozchodzi. Tytuł oryginalny to "Keeping Faith" - możemy go odczytać w dwójnasób - uniwersalny przekaz, żeby w tym świecie nastawionym głównie na konsumpcję starać się zawalczyć o to w co wierzymy; lecz książka to również historia matki walczącej o zatrzymanie córki przy sobie.   Ta hostoria to też obraz dziecka, którego poukładany świat rozpada się w wyniku błędów dorosłych. Ciekawa jest relacja Mariah i Iana, którzy początkowo stoją po przeciwnych stronach barykady, jednak to właśnie Faith i to czego doświadcza zbliża ich do siebie. I najbarwniejsza w całym tym zamieszaniu babcia Millie zasługuje na moje uznanie, świetna postać, walczący charakterek i niestereotypowe podejście do rzeczywistości. W całej tej dramatycznej historii to właśnie Millie nadawała odrealnionym wydarzeniom znamiona rzeczywistości.

Wyzwania: Czytam literaturę amerykańską, Z półki 2014, Przeczytam tyle ile mam wzrostu, Czytam opasłe tomiska.

niedziela, 21 września 2014

Camilla Läckberg "Kaznodzieja"

Camilla Läckberg
"Kaznodzieja"
440 stron
O pierwszej części przygód Eriki i Patricka pisałam tu. Postanowiłam wpaść do tej sympatycznej pary w odwiedziny i sprawdzić jak się ich życie dalej potoczyło. Nie wiem doprawdy dlaczego, ale w mojej pamięci pozostał obraz Eriki pracującej dla policji i posiadającej już syna, ale potem sobie przypomniałam, że Patrick też pracował dla policji, a zdecydowanie nie spotkali się w pracy.... czyżby efekt czytania zbyt wielu skandynawskich kryminałów, które mają podobną tematykę? Uporządkowałam dane: Patrick - policja, Erika  - pisarka :).

W sielskiej Fjällbace spokój zakłóca przypadkowe odnalezienia przez bawiącego się chłopca zwłok. Na miejsce przybywa Patrick Hedström wraz z ekipą i ku wielkiemu zdziwieniu okazuje się, że znaleziono 2 kolejne ciała, które musiały zostać tam złożone wiele lat wcześniej. Przed policjantem staje nie lada wyzwanie - ustalenie tożsamości aż 3 ofiar.

Okazuje się, że wszystkie ofiary to kobiety, które zginęły w podobny sposób. Początkowo trudno rozpocząć dochodzenie, bo Patrick nie może znaleźć żadnego punktu zaczepienia. Kilka dni później na komisariat trafiają rodzicie zaginiętej Jenny - wczasowiczki z pobliskiego campingu. Zaczyna się wyścig z czasem...

Tymczasem w domu Erika walczy z : monstrualnym ciałem (lada chwila ma termin porodu), z temperaturami (tego lata wyjątkowo aura nie sprzyja, a upały dają się w kość każdemu mieszkańcowi), z natrętnymi gośćmi (no bo przecież wspaniale jest wprosić się na darmowe wakacje i wymagać od gospodyni obsługi all inclusive). Chce w jakiś sposób pomóc w śledztwie, ale stan w  jakim się jej ciało znajduje zdecydowanie temu nie sprzyja. Co ciekawe jako kobieta ciężarna przestrzega co może, a czego nie może jeść, ale dowolnie żłopie kawę i colę... jakieś inne metody żywieniowe od tych znanych mi :).

Śledztwo postępuję, okazuje się że w sprawę w jakiś sposób wmieszana jest wpływowa rodzina Hultów będąca potomkami charyzmatycznego Kaznodziei, który wraz z rywalizującymi o swoje względy synami Gabrielem i Johannem przed laty zrobił nie lada karierę. Wykorzystywał "dar" uzdrawiania i dorobił się niezłej fortuny. Dziś Hultowie to dwa skłócone ze sobą obozy notorycznie  walczące, rzucające pomówienia i generalnie ręce opadają. Czy to możliwe, że Hultowie mają jednak coś wspólnego z tragicznymi wydarzeniami teraz i ponad 20 lat temu? Musicie się sami dowiedzieć :).



Troszkę żałuję, że tak długo zwlekałam z czytaniem dalszej części tej szwedzkiej sagi, bo książka jest bardzo dobra. Dużo się dzieje, mnóstwo jest też bohaterów i muszę przyznać, że początkowo się gubiłam w tym kto jest kim :). Podoba mi się podejście Patricka do pracy - poważne i odpowiedzialne, ale najmocniej wzrusza jego troska o Erikę i przyszłe dziecko. Ciężarna Erika walcząca z upałem, oj tak doskonale potrafię się wczuć w sytuację... W poprzedniej części siostra Eriki Anna uciekła od psychopatycznego męża i tu mocno mnie zdziwiła jej decyzja o powrocie to tego potwora - ogarnął ją strach, że wydarzy się coś gorszego? Może kolejny tom sprawę wyjaśni, ja z pewnością po niego sięgnę i mam nadzieję, że tym razem szybciej :).

Wyzwania: Pod hasłem, Z półki 2014, Przeczytam tyle ile mam wzrostu, Czytam opasłe tomiska