Nie mam pojęcia jak to się dzieje, że czas już nie płynie prędko nawet ale pędzi jak na złamanie karku. Dodatkowo otaczające mnie anomalia pogodowe sprawiają, że autentycznie pogubiłam się w czasoprzestrzeni. Jakoś tak mój organizm działa, że jak zima to chociaż niech będą temperatury poniżej zera, a tu nie dość że słońce świeci, to kurtka zimowa jeszcze w szafie...

Ubiegły rok minął mi błyskawicznie i choć nie przywiązuję absolutnie żadnej uwagi do tego, że mamy już kolejny (wszak czymże różni się jeden dzień od drugiego?), uwielbiam jedną rzecz związaną ze zmianą cyferki w obowiązującym rozumieniu pojmowania czasu - nowy kalendarz :). Na codzień używam aplikacji w telefonie (plus taki, że nawet jakbym owy zgubiła to i tak mam zdalny dostęp do tego co było zaplanowane, mam to wszystko zsynchronizowane z kalendarzem Małża i tak oto nie musimy się pytać czy na przykład najbliższe sobotnie popołudnie mamy wolne - wystarczy zerknąć i każdy wie, co w agendzie stoi), ale nie mogę sobie odmówić przyjemności posiadania wersji papierowej. W tym roku zamarzył mi się kalendarz po polsku (nie mam tego komfortu obracania się wyłącznie w języku polskim na codzień) i dostałam w prezencie kalendarz Beaty Pawlikowskiej. Idealnie nadaje się do osobistych zapisków, które nie muszą się w kalendarzu ogólnym znaleźć jak choćby gdzie i kiedy będzie kolejny turniej skoczków narciarskich (tak, jestem fanką olbrzymią, muszę mieć zatem zanotowane co i jak) czy niezbędna notka, że dziś o 22 na kanale BBC One będzie nowy odcinek Sherlocka. Do tego nowy kalendarz będzie się nadawał idealnie.

Książkowo... nie wiem ile przeczytałam w ubiegłym roku, miałam po wakacjach duży spadek formy i to się na moje czytelnictwo przełożyło. Dumna jestem niebywale, że w czytanie wciągnęłam moją córcię. Jak tylko skończyła 4 lata poszłyśmy się zapisać do biblioteki. Po paru miesiącach Helenka jest już dumną posiadaczką aż 2 kart do lokalnych przybytków książkowych i cieszy mnie niebywale, że sprawia jej to tak dużą frajdę. Czytamy też korzystając z aplikacji Scribd, bo jest tam olbrzymi wybór książeczek po angielsku. Zawsze to dla mnie pokrzepiająca alternatywa, bo zmagania z językiem niemieckim nadal pozostają zmaganiami i o ile dogadać się wszędzie mogę to przy nawet dziecięcej literaturze zawsze mi jakieś kwiatki językowe wyskakują :).
Plany na najbliższe 12 miesięcy? Chciałabym chyba dokończyć czytać te dzieła Agathy Christie, które są mi jeszcze nieznane. Nie jest tego już dużo, ale chcę je sobie smakować powoli. Jak co roku mam zamiar się bawić w wyzwaniach - lubię to, bo dzięki temu sięgam po pozycje zupełnie nowe i często efektem jest odkrycie czegoś fajnego. No i chcę w końcu zdać egzamin państwowy z niemieckiego :).
A teraz pora pyszną herbatę i jakąś dobrą książkę :).