czwartek, 17 kwietnia 2014

Harlan Coben "Klinika śmierci"

Harlan Coben
"Klinika śmierci"
512 stron
Jedna z nowojorskich klinik "Sidney Pavilion" jest o krok od wielkiego odkrycia w świecie medycyny. Lekarze prowadzący tam badania twierdzą, że wynaleźli szczepionkę przeciwko AIDS. Wiadomość wzbudza olbrzymie kontrowersje - z jednej strony rzesze osób chcą wesprzeć taką inicjatywę, z drugiej pojawiają się przeciwnicy uważający, że wydawanie horrendalnych kwot na tego typu badania, jest nieetyczne (czemu pomagać tym, którzy zachorowali wskutek prowadzenia niemoralnego i rozwiązłego stylu życia, a nie pomóc na przykład osobom walczącym z nowotworami?).

Chcąc nie chcąc w sprawę angażuje się wybitna dziennikarka Sara Lowell i jej mąż Michael Silvermann - znany koszykarz. Obydwoje znają się z jednym z właścicieli kliniki Harvey'em Rikere'em. Michael trafia do Harveya z podejrzeniem zapalenia wątroby, jednak dalsze badania wykazują, że przed laty został zarażony wskutek transfuzji krwi i sam ma AIDS. To właśnie Sara za pośrednictwem stacji, w której pracuje nagłośnia sprawę wynalezienia leku. Oczywiście Michael trafia do grupy leczonej eksperymentalnym lekiem. Tymczasem, osoby uznane za wyleczone zaczynają ginąć...

Muszę przyznać, że to chyba mój pierwszy przeczytany w życiu thriller medyczny. Czytało się szybciutko, jak wszystkie dotychczas wybrane przeze mnie książki Cobena. Dużo się działo i owszem, ginący pacjenci, podejrzana śmierć jednego z lekarzy, morderstwa na zlecenie. Większość akcji ograniczała się do kliniki, jej laboratoriów, był moment gdy sprawa "wyjechała" do Bangkoku (według mnie najgorsza i najbardziej wulgarna część powieści, nie wiem czy była konieczna...). A zaskoczenie mnie zaskoczyło, co poczytuję za plus, bo mniej więcej od połowy książki podejrzewałam kogoś zupełnie innego :).

Sama powieść to studium absolutnego poświęcenia jednostki dla idei. Aby osiągnąć oczekiwany rezultat człowiek jest w stanie poświęcić wszystko - życie rodzinne, swoje potrzeby, a potem granica się zaciera i nie ma już żadnych zahamowań. Ta powieść to nie tylko historia Sary i Michaela, ale również rzecz o zatraceniu się w swoich osądach i chęci ułożenia niepasujących elementów według własnemu wyobrażeniu rzeczywistości.



Wyzwania: Grunt to okładkaCzytam literaturę amerykańskąPrzeczytam tyle ile mam wzrostuCzytam opasłe tomiska.

3 komentarze:

  1. Hmmm coś czuję, że to będzie pierwsza książka tego autora, z którą się zapoznam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się fabuła. Chyba się kiedyś na nią skuszę.

    OdpowiedzUsuń